wtorek, 8 listopada 2011

Dwie ćwierci....

Skończyłem wczoraj kilka lat. Kilkadziesiąt żeby być dokładnym. Bałem się tej daty, tego przejścia na drugą stronę. Nie było tak źle, nie bolało wcale. Choć mogłem ten dzień spędzić w bardziej sprzyjających warunkach, ze znajomymi, rodziną, a nie w pracy. Ale tak pewnie już teraz będzie, nie zawsze sie dostanie co sobie zażyczy. Dużo życzeń, zazwyczaj prostych, nie wyszukanych, ale za wszystkie jestem wdzięczny. Bo choć proste to nadal ktoś sobie zadał trudu by mi je wysłać.
Życie nagle się nie zatrzymało, nie zmieniło biegu. Nie pojawiło się nagłe i jasne światło z nieba i głosem ponurym wskazało drogę.
Wyglądam tak samo jak wczoraj, i tak samo się czuję. Kolejny krzyżyk w kalendarzu....

środa, 5 października 2011

A zatem dziś jest koniec mojej 7 miesięcznej przygody z tabletkami, może nie najlepiej to będę wspominał ale się cieszę że już koniec! Teraz czas rekonwalescencji, powrotu do normalności i obserwacja efektów. Zobaczymy...

wtorek, 26 lipca 2011

Prawie sierpien

Juz lipiec powoli sie kończy, niby wakacje są w Wielkiej Brytanii, a ja nawet dobra pogoda nie mogę sie nacieszyć.
Niestety w tym roku, moje wakacje już były w lutym, ale za to jakie. Te dwa miesiące znośnej pogody w Brytanii mogę przemilczeć. Nie dało się nie zauważyć przez 3 lata ze każde lato w tym rozkosznym kraju zaczyna się i kończy w przedziale jednego czy dwóch tygodni. Oprócz tego reszta dni wypełniona jest dogorywaniem słońca i deszczowym marazmem.
Nie będę przepraszał, nie mam zamiaru. Nie miałem nastroju i już, nie miałem czasu, nie miałem weny. Nie umiałem sklecić kilku slow by tutaj je wkleić. Nie obiecuje, nie mowie ze się postaram, nie daje słowa, ale od czasu do czasu się zmuszę by coś wcisnąć, chociaż dla siebie, dla nikogo innego.

wtorek, 8 marca 2011

Japonia..

Tydzień spędzony w stolicy Japonii, był dla mnie szokiem kulturowym, nie spodziewałem się że taki technologicznie zaawansowany kraj ( przynajmniej tak mi się przed wyjazdem wydawało), będzie oparty na zasadach tradycji i kultury, wywodzącej się nadal z czasów zamierzchłych. Spodziewałem się większego obycia ludzi z kulturą zachodu, jednakowoż zamknięci na odizolowanej wyspie są w większości czasu odseparowani od wpływu innych zasad i reguł.
Zdziwiła mnie mała znajomość języka angielskiego, która przy tak wysokim standardzie edukacji powinna być wysoka. Ale napotkani ludzie udowodnili mi że mimo najlepszych chęci angielski nie jest ich mocną stroną.
Spokój na ulicach, porządek w metrze czy autobusie, czyste zakątki i parki, tego właśnie Japończykom zazdroszczę. W takim społeczeństwie mógłbym żyć.

Tokio zwiedziliśmy całe, w większości miejsc wartych oglądania byliśmy. Bardzo sprawny u wydajny system komunikacji miejskiej, metro, autobusy, taksówki, pociągi. Wszystko w miarę zautomatyzowane i bardzo czyste. W samym metrze obowiązują zasady zachowania, nikt nie rozmawia i nie przeszkadza współpasażerom, nikt nie spożywa jedzenia i nikt nie gapi się na innych ludzi. Jak bardzo to wszystko przydałoby się w naszych środkach transportu. Umiliłoby to podróż i na pewno zmniejszyło poziom stresu u wszystkich.
Jedno co mnie na pewno pozytywnie natchnęło to poziom uprzejmości ludzi całkiem obcych. Mimo braku wspólnego języka potrafili w jakiś sposób przekazać potrzebne informacje i pomóc na tyle na ile mogli. Czułem się w miarę bezpiecznie chodząc ulicami Tokio, nie w każdym mieście można to czuć....
Kraj kwitnącej wiśni... a my odwiedziliśmy go w zimie....

Japan 28.02-06.02.2011

piątek, 4 marca 2011

Nasza wyprawa

Planowaliśmy tą podróż od kilku miesięcy, to była nasza przygoda roku. Ja i Ana długo się zastanawialiśmy który z krajów odległych odwiedzić. Myśleliśmy najpierw o 4 tygodniach w Nowej Zelandii. Jednak, po zasięgnięciu rad zdecydowaliśmy się na Australię. A potem dołożyliśmy do tego jeden tydzień w Japonii, tak przy okazji.
To była nasza pierwsza tak daleka podróż, dokładnie międzykontynentalna. Więc byliśmy dostatecznie zieloni by w czasie jej planowanie popełnić kilka błędów. Ale to co się w tym czasie nauczyliśmy będzie wspaniałą pomocą w następnych wyprawach.
Kupowanie biletów, rezerwowanie noclegów, samochodów i planowanie trasy, to najwięcej czasu i pieniędzy nam zabrało. Ale czymże jest podróż bez wydatków.
Ana jest dosyć dobra w organizowaniu, dlatego w większości przypadków to ona była za to odpowiedzialna. Ale decyzje podejmowaliśmy razem po dyskusji.
Szczerze powiem że samo planowanie zajęło nam miesiąc ale najgorsze jest to że ten miesiąc był za bardzo blisko miesiąca wyjazdu, dosłownie mówiąc zaplanowaliśmy wszystko tuż przed wylotem.
Plan był dość napięty, i mieliśmy odwiedzić kilka miejsc, ale matka natura zaburzyła cały harmonogram swoim humorem, i musieliśmy dopasowywać miejsca odwiedzane i środki transportu do warunków jakie napotkaliśmy.
Nie będę opisywał tutaj dokładnie całej wyprawy, gdyż to co się działo w tym czasie jest zbyt obszerne do napisania, i prawdopodobnie zanudzi się każdy kto to zacznie czytać. Naświetle tylko kilka ważnych momentów, które najbardziej zapadły mi w pamięci.

środa, 19 stycznia 2011

Dekoratonia

Nigdy nie obawiałem się samotności, czekać na coś co się może albo nie, wydarzyć, nie było moim celem. Re dekoruje moje życie i samego siebie. Rzucam się jak kamyk na wodę, może podskoczę kilka razy, może od razu pójdę na dno, ale nie puszcze.
Let it go...

poniedziałek, 25 października 2010

Kolekcjonuję szklane kuleczki...

Czy wiem co to szczęście?
Obracam nim palcami, oglądam z każdej strony jak szklaną kuleczkę. Mieni się w słońcu a w środku ma ciekawy wzór. Jest krucha i nikła, jak te małe gesty, małe słowa, ale daje mi to małe szczęście, a gdy połączę je z innymi jej siostrami, mam tego szczęścia cały woreczek.
Szczęście które człowiek dostaję jest w umyśle, jest w świadomości...
To co daje nam wolność jest naszym szczęściem.

Czy wiem co to szczęście?

Przekonuję się o nim codziennie.....

niedziela, 10 października 2010

Zamieniam się

Bombardowany ze wszystkich stron, zaczynam się zmieniać... I decyzji kilka podejmuję. Przyszły rok zaczyna się dla mnie w listopadzie.

środa, 25 sierpnia 2010

Kolejny objawy uzależnienia...

Postanowiłem jakiś czas temu zrezygnować z jedzenia czekolady, ot tak dla siebie i swojego spokoju. Nie było to bynajmniej trudne, nie kupować i gdy częstują odmawiać. Wywołało to spore zamieszanie wśród moich znajomych, jako ze jestem osobą która z zamiłowania do dobrego wyrobu czekoladopodobnego jest znana. A wytłumaczenie ze po prostu z dnia na dzień się z tego rezygnuje jest trudne, przestałem tłumaczyć...
Dopiero wczoraj zdałem sobie sprawę z wagi tej sprawy, gdy niczego nie podejrzewając przyśniło mi się pudełko moich ulubionych pianek w czekoladzie... A smak ich miałem rano w ustach... To chyba jest uzależnienie? Nie wiem co o tym myśleć. Ale jedno muszę stwierdzić... smakowały wybornie!!!

niedziela, 13 czerwca 2010

Szybki umysł

Co mnie ostatnio zadziwiło, w dobie szybkich komputerów i najnowszej techniki ludzie zaczynają podejmować decyzje szybciej w porównaniu do lat poprzednich. W sklepie zastanawiając się nad podwawelską czy toruńską; w szkole zastanawiając się nad wagarami czy lekcją; w rozmowie decydując jednym oka spojrzeniem czy rozmawiać czy ignorować. To właśnie jest powierzchowność. Zbyt jesteśmy przyzwyczajeni do decydowania kierując się tylko tym co widoczne na zewnątrz. Bez zaglądania do środka, bez głębszych analiz. Dlaczego? Czy brakuje nam czasu? Może jesteśmy znudzeni ciągłym głębokim analizowaniem że opieramy się na wizualnych aspektach. Może to i lepiej, po co się babrać, po co szukać... następny... następny... proszę się szybciej w kolejce przesuwać, nie mamy całego dnia tutaj...

piątek, 19 marca 2010

Spanish...

Nowy rok przyszedł, a z nim moje postanowienie o byciu bardziej spontanicznym w podejmowaniu decyzji. Nie tych bardzo ważnych, ale tych mniejszych. Konsekwencją tego mojego postanowienia była weekendowa wycieczka do Madrytu w Hiszpanii.
Tylko weekend, gdyż praca do piątku nie pozwalała mi na dłuższy pobyt. Ale i tak było warto chociaż na dwa dni!
Mimo kilku problemów w dotarciu do lotniska, udało się nam być tam na czas. Nie mieliśmy za to problemów w dotarciu do noclegu. Jako bywalec kilku b&b w Wielkiej Brytanii mogę śmiało powiedzieć że standard był zadowalający, jedyne czego mi brakowało to czajniczka w pokoju z herbatą czy kawą, co jest standardem tutaj. Ale jak się potem dowiedziałem, Hiszpanie nie pijają herbaty, a kawa musi być oryginalna, nie żadna jakaś tam rozpuszczalna!
Miasto gdy przyjechaliśmy po północy było w pełni żywe, ludzie na ulicach, kawiarnie i restauracje w pełni otwarte!
Sobotę spędziliśmy na zwiedzaniu wszystkiego co było warte do zobaczenia w Madrycie!
Pałac Królewski, okoliczne parki, Muzeum Prado, Świątynia Debod, to miejsca warte odwiedzenia.
Ludzie i kultura są tam trochę a nawet bardzo różne od naszej czy brytyjskiej. Ludzie wydają się bardziej zrelaksowani, bardziej otwarci. Może nie dla obcokrajowców ale dla siebie nawzajem.
Pogoda dopisała niezmiernie. Dla mnie 17 stopni na termometrze z pełnym słońcem były prawie jak polski środek wiosny! A słońce grzeje mocniej niż w Polsce, dlatego po dwóch godzinach ekspozycji zdążyłem lekko poparzyć sobie twarz. Mimo takiej pogody wielu Hiszpanów otulonych było w ciepłe szaliki czy grube kurtki!
Niedziela była bardziej zrelaksowanym dniem, gdzie napawaliśmy się bardziej pogodą i słońcem!
Moja pierwsza wizyta w Hiszpanii, myślę że udana, z niezapomnianymi widokami i dobrą pogodą!
Obiecałem sobie wrócić tam jeszcze, może nie do samego Madrytu ale do Hiszpanii na pewno!
Ciekawych zdjęć z tego weekendu zapraszam na mój webalbum w Picasie.

Madrid Spain - 12-14.03.2010

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Demotywator

Coraz częściej znajduję na serwisach społecznościowych zdjęcia dzieci swoich znajomych. Czy mi się wydaję czy zaczyna się okres rozrodczy mojego rocznika? Zaczyna się albo jest już na półmetku... Nie wiem chyba minęło mnie to trochę z boku. A wolałbym inaczej... Ale trzeba będzie o to zadbać w niedalekiej przyszłości, jeszcze tylko stabilizacja zawodowa oraz materialna mi potrzebna.
I obietnica - mniej naszej-klasy, za dużo mam już stresu!

piątek, 22 stycznia 2010

Jestem zwierze

Poznawanie nowych ludzi nigdy nie było moją mocną stroną. Zawsze polegałem na osobach które dobrze znam. Zamiast ciągle szukać nowych znajomości starałem się utrzymać jak najdłużej te które już mam. Ale po wyjeździe tutaj poznałem całkiem nowych ludzi, kompletnie innych ode mnie. A jednak nadal nie ludzie spotykać nieznajomych. Może to dziwne ale moje wewnętrzne "ja" jest małym dzieckiem które boi się obcych. Stara się do nich przekonać ale zajmuje mu to więcej czasu niż normalnemu człowiekowi.
Ludzie czasem nie potrafią uwierzyć że sprawia mi to trudność. Ale może to dlatego że sprawiam wrażenie duszy towarzystwa... a może nie... nie ważne...

wtorek, 19 stycznia 2010

I gra gitara

Mój instynkt towarzyski i potrzeba socjalizowania się ze znajomymi czasami odzywa się we mnie. Poprzedni weekend spędziłem ze znajomymi na przyjemnej grze w Guitar Hero. Prosta gra, tak dziecinna że niezwykle wciągająca. Czas liczony w godzinach, ale spędzony w dobrym towarzystwie i w wyśmienitej atmosferze! W takiej atmosferze nawet 5 rano na zegarku nie zmusza do spania. Jeśli chcecie obejrzeć moją porażkę w tej grze zapraszam do obejrzenia filmiku :


Ps. Możecie komentować do woli.

sobota, 26 grudnia 2009

Wigilia

Wigilijny nastrój w tym roku nie napatoczył się w ogóle do mnie. Niestety kolejny rok spędzam ten piękny czas w Wielkiej Brytanii. Nie mogę narzekać bo mam z kim czas ten spędzić.
Po zeszłorocznym "christmas party" w wigilie tym razem spędziłem święta w angielskim stylu, z angielskimi przyjaciółmi. Ciekaw byłem tych ich zwyczajów, dlatego z niecierpliwością czekałem na te kilka dni. Przedstawię pokrótce co się działo.
Najważniejsza w Polsce jest Wigilia, jako że cała rodzina zbiera się w ten dzień i celebruję w oczekiwaniu. Natomiast w brytyjskiej tradycji Wigilia Bożego Narodzenia to czas ostatniego przygotowania do Świąt, których kulminacją jest 25 grudnia. W ten dzień rodzina zbiera się przy świątecznym obiedzie. Najważniejszym na stole jest indyk, pieczony czasem nadziewany a czasem już podzielony. Wszystko w zasadzie się wokół indyka kręci. Dodatki w postaci sosów, warzyw pieczonych i przypraw a na deser pudding i owocowy triffle. Po obiedzie czas na chyba najważniejszy punkt świątecznego programu, prezenty. Zazwyczaj dosyć praktyczne i w dużej ilości. Następnie czas na odrobinę telewizji w postaci świątecznych, specjalnych odcinków szeroko lubianych seriali, tj. Doctor Who.
Całość wydaje się być spokojnym dniem, bez tego napięcia oczekiwania i gorączki przygotowań jak w Polsce.
Muszę przyznać że udało mi się trochę nasiąknąć tą atmosferą. I cieszę się że mogłem tego doświadczyć.

niedziela, 22 listopada 2009

Kornwalia...

Jak zwykle nie mogłem spędzić normalnego tygodnia w domu dojeżdżając do pracy, tylko musiała mnie firma wysłać na dwa tygodnie do Kornwalii. Kilka razy przydarzyło mi się przebywać w tych okolicach, tym razem jednak dotarłem najdalej. Kornwalia jest ciekawym pięknym miejscem, nader górzystym, zawsze zachmurzonym z dużą ilością deszczu. Jako że weekend spędziłem także tutaj, postanowiłem w niedziele wybrać się nad morze. Pogoda raczej nie dopisała ale i tak warto było. Wspaniałe widoki, szum morza a klify... to mi z ręki jadły! Zatrzymałem się w pięknej wiosce rybackiej Poplerro. To idealne miejsce w którym mógłbym zamieszkać! Mało ludzi ale jakie widoki!
Album :
Polperro

sobota, 24 października 2009

Tylko tutaj

Tak właśnie w Wielkiej Brytanii rozumie się pojęcie 24 godzinnego sklepu.

A
A to są parki tylko dla dzieci, gdzie dorośli nie mogą przebywać bez asysty dziecka.

środa, 14 października 2009

Starość?

Zacząłem być bardziej świadomy finansowy. Przeglądam oferty banków, fundusze emerytalne i inwestycyjne. Staram się coś zrobić z oszczędnościami, rozmawiam i radzę się bardziej w tych kwestiach uświadomionych. Czy to oznacza że się starzeję?

Jest źle

Dokonałem ostatnio obserwacji na sobie. Otóż za każdym razem gdy wypełniam jakieś dokumenty mam w kieszeniach coraz więcej długopisów. Zazwyczaj są to firmowe długopisy które są dostępne tutaj dla każdego, ale dziś gdy byłem w czyimś biurze, przepisywałem coś do swojego kajecika ocknąłem się gdy wychodziłem z pokoju z długopisem którego używałem a który znalazłem na biurku. Czy to powinno mnie zaniepokoić? Czy powinienem się przejmować? Nie robię tego umyślnie, po prostu mam taki odruch. Ale teraz zaczynam się pilnować. Zwracam na to uwagę.
P

czwartek, 24 września 2009

The worst month ever.

Nie wiem gdzie popełniłem błąd? W tym miesiącu naprawdę źle się czuję. Czy to za sprawą samochodu, który przez przypadek musiał zostać oddany do naprawy, czy to przez nadciągający egzamin, czy ten mój nastrój?
Jedyna fajna rzecz, przyjazd brata! Niestety nie miałem w tym czasie wolnego więc jedynie popołudnia i weekend na zwiedzanie. Ale coś tam udało mi się mu pokazać, w sobotę natomiast obowiązkowa wizyta w Londynie. I skończy się wrzesień! Może październik będzie lepszy!

niedziela, 30 sierpnia 2009

Don't waste your time waiting for me

Ogórkowy sezon w kinematografi, mimo dużego jak się wydaje wyboru, nie ma niczego co by mnie zainteresowało. Dlatego w dzisiejszy wieczór wybrałem najbardziej obiecujący tytuł :"Time traveler's wife". Ciekawa historia oparta na krótkiej noweli. Nie będę się zagłębiał w treść i historię. Napiszę jakie na mnie ten film wrażenie wywarł. Podróż w czasie, czyż nie każdy z nas o tym kiedyś myślał? Jakby to było móc ostrzec się przed upadkiem z drzewa w letnie popołudnie? Albo znać szczęśliwe numery w loterii? A może ostrzec kogoś bliskiego przed wypadkiem? Niestety na ten czas podróże w czasie są niemożliwe. Ten film opowiada historię człowieka który posiada właściwość podróży w czasie, urodził się z nią, i towarzyszy ona mu przez całe jego życie jako nieodłączna część jego "Ja". Film jednak nie wgłębia się w samą istotę podróży w czasie. Nie to jest najważniejsze, nie na tym mamy skupić swoją uwagę. W pewnym sensie jest nawet rzeczą normalną, jest czymś powszednim dla głównych bohaterów, a po części dla nas, widzów. To na co mamy zwrócić uwagę to konsekwencje i nieuchronność zdarzeń. Nie ważne jest jak bardzo staramy się zapobiec lub doprowadzić do pewnych zdarzeń, nie mamy na nie wpływu.Walczymy i wiemy że przegrywamy. Tracimy cenny czas...
Film jest prosty w opowieści ale zbudowany nazbyt pokrętnie. Początek filmu wydał mi się zbyt długi i nudnawy, choć rozwinięcie i zakończenie warte były czekania.
Warty jest obejrzenia.

Znowu to zrobił

Na półki sklepowe weszła ostatnio nowa płyta Moby'ego. Relaksacyjne dźwięki wprawiają w dobry nastrój , odstresują ale nie pozwalają odlecieć - nadal czujesz się trzeźwy w czasie ich słuchania. Nie powiem by zaskoczył mnie jakimś nowym brzmieniem, nadal wykorzystuje podobną technikę, te same kombinacje. Ale ta jego powtarzalność jest jego znakiem rozpoznawczym, te dźwięki sprawiają że nazywa się go mistrzem chilloutu! Polecam na ciche ponure dni, gdy za oknem deszcz. Moby - "Wait for me"

niedziela, 26 lipca 2009

The Royal Welsh Show

Czy rolnictwo może być interesujące? Sam nie wiem czy tak. Na studiach poznałem kilka zakamarków tej rozległej dziedziny, ale nie był to mój kierunek studiów. Jedyne co powiem to że lubię sobie czasem pogrzebać w czarnoziemie. Przez ostatnie dwa tygodnie miałem okazję pracować głęboko w Walii, szczęściem w tym samym czasie niedaleko miejsca pracy odbywały się największe w Europie targi rolnicze. Nie mogłem sobie pozwolić by opuścić takie wydarzenie, być może nie będę miał okazji nigdy czegoś takiego zobaczyć. Mimo wysokiej ceny biletów show warte było swojej ceny.Nigdy nie widziałem takie wspaniale utrzymanych zwierząt gospodarskich, przepiękne owce i kozy, dorodne tuczniki i maciory, wspaniałe bydło.
Niestety nie udało mi się zobaczyć konkursowych pokazów zwierząt. Szkoda ale i tak jestem zadowolony.
Oprócz zwierząt znajdowały się tam także sprzęt rolniczy, maszyny do prac w lesie (dziwne bo Wielka Brytania nie ma zbyt wiele terenów zalesionych) i stoiska spożywcze i florystyczne.

Jedyne co mnie zdziwiło to brak w pobliżu cudzoziemców, nie licząc Anglików, nie spotkałem nikogo innego spoza wyspy.
Ogólna ocena bardzo pozytywna, mógłbym tam spędzić troszkę więcej czasu.



niedziela, 5 lipca 2009

Po powrocie

Wróciłem z tych niesamowitych wakacji, spędzonych w pięknym kraju Portugalii. Co przywiozłem z tej podróży? Obraz innego kraju, pięknego acz trochę zaniedbanego, który potrzebuje trochę zmian. Portugalia ma się czym chwalić, przepiękne krajobrazy, cudowne plaże, wspaniali ludzie. Z drugiej strony zaniedbane domy w biednych okolicach, niebezpieczne zakątki kraju w których nie należy się pokazywać zwłaszcza jeśli nie jest się Portugalczykiem.
Nie wiem czy wrócę tam wkrótce ale na pewno mam cudowne wspomnienia z tego kraju...