Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja filmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja filmowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2009

Don't waste your time waiting for me

Ogórkowy sezon w kinematografi, mimo dużego jak się wydaje wyboru, nie ma niczego co by mnie zainteresowało. Dlatego w dzisiejszy wieczór wybrałem najbardziej obiecujący tytuł :"Time traveler's wife". Ciekawa historia oparta na krótkiej noweli. Nie będę się zagłębiał w treść i historię. Napiszę jakie na mnie ten film wrażenie wywarł. Podróż w czasie, czyż nie każdy z nas o tym kiedyś myślał? Jakby to było móc ostrzec się przed upadkiem z drzewa w letnie popołudnie? Albo znać szczęśliwe numery w loterii? A może ostrzec kogoś bliskiego przed wypadkiem? Niestety na ten czas podróże w czasie są niemożliwe. Ten film opowiada historię człowieka który posiada właściwość podróży w czasie, urodził się z nią, i towarzyszy ona mu przez całe jego życie jako nieodłączna część jego "Ja". Film jednak nie wgłębia się w samą istotę podróży w czasie. Nie to jest najważniejsze, nie na tym mamy skupić swoją uwagę. W pewnym sensie jest nawet rzeczą normalną, jest czymś powszednim dla głównych bohaterów, a po części dla nas, widzów. To na co mamy zwrócić uwagę to konsekwencje i nieuchronność zdarzeń. Nie ważne jest jak bardzo staramy się zapobiec lub doprowadzić do pewnych zdarzeń, nie mamy na nie wpływu.Walczymy i wiemy że przegrywamy. Tracimy cenny czas...
Film jest prosty w opowieści ale zbudowany nazbyt pokrętnie. Początek filmu wydał mi się zbyt długi i nudnawy, choć rozwinięcie i zakończenie warte były czekania.
Warty jest obejrzenia.

niedziela, 10 maja 2009

When no man has gone before

Nie mogę się nazwać fanatykiem Star Treka, ale z całą pewnością mogę o sobie powiedzieć uświadomiony wyznawca. Kiedy usłyszałem o planach nakręcenia tego filmu, byłem zaciekawiony. Jak jeszcze można wykorzystać stare kanony z tego uniwersum? Gdzie zostało coś do pokazania? Potem dowiedziałem się że film opowiadać będzie o początkach współpracy najsławniejszej załogi statku USS Enterprise. Kapitan Kirk & Co. Idea mi się spodobała. Zawsze można się czegoś nowego dowiedzieć o dobrze nam znanych bohaterach.
Wczoraj udałem się do kina by zobaczyć na własne oczy czy film był warty oczekiwania.
Od pierwszej minuty obraz wbił mnie w fotel. Przez cale 2 godziny trwania trzymał w nieustannym napięciu, jak prawdziwe kino akcji. Czegoś takiego w Star Treku jeszcze nie było.
Oszczędzono widzom tzw techno-gadki, mimo że używane są opisy techniczne, jest ich zdecydowanie mniej niż w niejednym odcinki któregokolwiek z seriali Star Trek. Efekty specjalne niesamowite. W pewnym momentach czułem się jakbym stał pośrodku mostka statku kosmicznego. Co do meritum filmu, scenarzyści skupili się na opowiedzeniu widzowi historii początku przyjaźni Kirka ze Spockiem. Dużą cześć czasu poświęcona jest walce natury ludzkiej (emocjonalnej) z naturą vulcańską (logiczną) w osobowości Spocka. Nie zapomniano też o podstawach buntowniczego zachowania kapitana Kirka w jego późniejszej służbie na pokładzie Enterprise.
Prawdziwi trekerzy zauważą pewne nieścisłości w wątkach poruszonych w tym filmie (np Kirk urodził się w mieście Riverside w stanie Iowa a nie na statku kosmicznym), ale myślę że jest to dobrze nakręcony film i każdemu nawet nie zorientowanemu w sprawie widzowi przyniesie radość oglądania.
Jedyne do czego muszę i chcę się przyczepić to ścieżka dźwiękowa, miała nadać filmowi pewnego patosu, podniosłości i charakteru a w pewnych momentach najnormalniej przeszkadzała!!! Jestem niepocieszony że nie skorzystano z pewnych wątków z trekowej nuty. Choć zaakcentowanie było by wspaniałym hołdem dla starej serii.
Ogólna ocena: WARTO!
Oficjalnie rozpoczynam teraz czas oczekiwania na kolejną cześć w tej nowej serii przygód załogi tak sławnego statku kosmicznego Zjednoczonej Federacji Planet Enterprise.

wtorek, 11 listopada 2008

Another way to die...

Cieżki tydzień za mną. Pracować po 50 godzin w tygodniu to troszeczkę przesada. Na dodatek oczekiwany weekend, czas odpoczynku i odsypiania został mi odebrany przez moją firmę. Kurs zarządzania zasobami ludzkimi, że niby ze mnie taki Team Leader. No cóż, jak to się w Polsce mówi "pan każe - sługa musi". Weekend intensywny, zbiegł sie z moimi urodzinami. Niestety nie mogłem ich spędzić z przyjaciółmi, ale kilka pozytywnych życzeń różnymi sposobami do mnie dotarło (Dzięki wielkie). Jeden tylko wniosek z tego wyjazdu mi sie nasuwa, nie ważne kto "spieprzył" sprawę ,wina i odpowiedzialność jest Twoja!!!
Ps. Z okazji urodzin pozwoliłem sobie pójść ze znajomymi do kina na najnowszego Jamesa Bonda. Film, jak większość z tej serii, obfity w strzelaniny, pościgi, zwłoki. Ale nie oczekujmy więcej, prosta rozrywka w przystępny sposób, bez zbędnych emocji i zagadek. Na koniec mała rada: jeśli jesteś zmęczony jazdą samochodem, męczącym dniem, i masz zamiar wieczorem iść do kina, ogranicz spożycie alkoholu bo możesz przespać film. :)

środa, 19 grudnia 2007

Każdy z nas ma w sobie seryjnego zabójcę



Serial (pod wiele mówiącą nazwą "Dexter" tutaj wiecej szczegółów) ostatnio polecony mi przez klub "nie dla amerykańskiego kina, epatującego wielkimi emocjami, z wielkimi sztandarami i flagami, gdzie w każdej scenie albo płaczą albo się mordują, oczywiście w imię wyższego dobra, którym zawsze i wszędzie jest Ameryka",a zatem tenże klub polecił mi serial, jakie było moje zdziwienie gdyż był to serial jak najbardziej amerykański! Po podniesieniu szczęki, która na ta wiadomości upadła mi na podłogę, postanowiłem go pooglądać. Koncepcja sprytna, trochę przewrotna ale możliwa. Bohater wyrazisty, można bez przesady powiedzieć że dynamiczny! Fabuła wartka i trzymająca w napięciu, choć w pewnych momentach przewidywalna. Co do przemyśleń, to muszę stwierdzić że po części można się identyfikować z bohaterem, każdy z nas ma swoją ciemną stronę, ale myślę że nie o to w tym filmie chodzi. Bohater zachowuje się jakby był z innej planety, podróżuje przez szereg ludzkich emocji, próbując odgadnąć ich zastosowanie i przydatność. Oglądając jego zmagania, można bez zbytniej przesady powiedzieć, że jesteśmy otoczeni emocjami, z każdej strony ktoś nam je prezentuje, czy tego chcemy czy nie. Druga ważna rzeczą jest sprawa dostosowania się do socjologiczno społecznej średniej w której żyjemy, wszelkie skrajności są eliminowane, dlatego ukrywamy to co wydaje się nam że nie mieści się w ramach tej średniej. Niektórym się to świetnie udaje. Niektórzy nie poddają się bez walki, która wygrywają stając się ogólnoszanowanymi indywidualnościami, albo przegrywają stając się socjowyrzutkami!
Na pewno masz w sobie seryjnego zabójcę, tylko pytanie czy zabija on innych czy zabija Ciebie samego powoli od środka? Zastanów się...